Tak to już w życiu jest że czasami ludzie potrzebują nas, czasem my ich.
Zbierając materiał do swojego pewnego projektu doszedłem do wniosku że kilkanaście lat to zbyt dużo by dawne porządki nie uległy zmianie. Świat pędzi do przodu, maruderzy zostają w tyle..Głupia sprawa, nie odzywałem się do kumpla od zeszłej zimy, a zadzwonię wyłącznie dlatego że mam interes..Trudno.
Potrzebowałem pogawędki z policjantem w służbie czynnej. Drogowej, jeśli chodzi o ścisłość.
Poirytowany, męski głos odebrał dopiero po czwartym sygnale.
-Michał?
-Poznaję Cie po głosie Radosławie..
-Kopę lat...
-Bzdura. Nie było nawet roku..-głos w słuchawce wyraźnie poweselał
-Co tam słychać u miejscowych rengersów z cieniutkimi limitami na paliwo?
-A dziękuję, wszystko znakomicie..I odpierdol się.
-Wciąż za kółkiem czy biurkiem?
-Biurkiem...-w słuchawce rozległo się ciężkie westchnięcie.-Boże chroń nas od awansów..
„Cudownie!Mam więcej szczęścia niż myślałem”
-Mam do Ciebie prośbę Michał..
-Prośbę?A gdzie gra wstępna?
-A Ty nie lubisz czasem bez prologu?Czym się teraz zajmujesz?
-Powiedzmy..pion finansowy..
-Logistyka czy stemplowanie teczek?
-Logistyka. Zaraz się doigrasz.
-Orientujesz się we wszystkich ciekawych przypadkach w ruchu kołowym w Lublinie i okolicach?
-Nie, montuję fałszywe radary..
-Michał!
-Pewnie że tak.
-Powiedz mi zatem czy nie moglibyśmy tak luźno, bez dat ,nazwisk i pełnego dossier porozmawiać o ciekawych przypadkach?
-Leci z Ciebie pół litra. W porządku, pod warunkiem że powiesz mi po jaką cholerę.
-Nie powiem. Jesteś boski. Jak tam żona?
-Żona?Wspaniale. Nie lubiłem gościa z którym sypiała, a teraz z nim mieszka.
-Przykro mi...
-Jemu to powiedz. Biedaczysko..
-Musimy się spotkać. Koniecznie.
-Uhm.
-Może za pół godziny „U Szewca”?
-Mam sobie wyjść z pracy, ot tak, bo zadzwoniłeś?
-Stawiam obiad.
-Za 15 minut.
Przyszedł punktualnie, mało tego, przed czasem, chociaż aby dobrze zjeść demokratycznym głosowaniem zmieniliśmy lokal. Niespełna rok to w naszym przypadku- bardzo wiele. Dodatkowe zmarszczki, siwe włosy, większa powaga i czujność w spojrzeniu. Michał usiadł przy stole wymachując „menu”
-Masz dobrą wypłatę, mam nadzieję, bo poza drożdżówką nic w ustach nie miałem.
Zerknąłem w kartę krzywiąc się z niesmakiem. Na ceny, nie składniki.
-Zamawiaj.
-Trzeba było mnie zaprosić na domowy..-zauważył moją niechęć.
-Za mały masz biust i nie chodzisz w szpilkach..
-To jest jakiś argument.
Przez następne półtorej godziny on mówił, ja słuchałem, przy wybornych, jak się okazało potrawach. Zabronił nagrywać, zapisywać-podły drań.Z różnym zainteresowaniem, w czym utwierdził się sam bacznie mi się przyglądając. Kiedy, mając już dość, stuknąłem palcami w blat dając sygnał do rozmowy całkiem prywatnej, roześmiał się i klepnął mnie w ramię.
-Wiem o Tobie wszystko, wybacz, taki mały wywiad on-line.
-I to Cię nie zniechęca?
-Nie.-zebrał z talerza ostatnie frytki.-Tylko hodowlana świnia ma banalnie prosty życiorys.
Przez następną godzinę żartowaliśmy, obgadywaliśmy, cofaliśmy się wstecz, gnaliśmy do przodu -o ile było to gwarantem dobrej zabawy. Poszatkowaliśmy na wersy kobiecy spryt, męską nieudolność,czy wariackie światopoglądy.Śmiertelnie poważnie przedyskutowaliśmy pogląd na temat kobiecych ud i tego jak po swojemu rozpalamy w nich coś więcej ,niż ciekawość. Na koniec rozstaliśmy się, z przyjemnym, nie pozbawionym pokrycia:
-Au revoir.
-A obiecana flaszka?
-Jak ją kupisz, to zadzwoń.
Tak to już jest że czasem ludzie potrzebują czegoś od nas, czasem my od nich. Jeśli przy okazji, zupełnie przypadkiem, rodzi się nić sympatii poparta szacunkiem pozbawionym uprzedzeń, to z czystym sumieniem możemy o spotkaniu z takim człowieku powiedzieć
-To był as serwisowy.
Pieprzyć jakiekolwiek uprzedzenia w fascynującej zabawie "jeden- na jeden".